Dorota i Maciej Lichońscy
Biuro AVIVA: Puławska 233,
02 - 715 Warszawa
Czy masz spisany testament?
W dwóch poprzednich odcinkach poruszyłem zagadnienie dziedziczenia ustawowego przez osoby samotne oraz bezdzietne małżeństwa.
Starałem się zwrócić uwagę na fakt, że jeżeli nie ma dzieci, bez odpowiedniej rezerwy finansowej (np. lokaty w banku) w razie śmierci współmałżonka, wdowa lub wdowiec może mieć z dnia na dzień zupełnie nieproszonych sublokatorów w osobach teściów lub braterstwa osoby zmarłej. Może rodzina męża czy żony nie wprowadzi się w sensie dosłownym (chociaż ma do tego pełne prawo), ale z pewnością nie omieszka przypomnieć, że obecnie jest współwłaścicielem mieszkania lub domu synowej czy zięcia.
Aby sięich pozbyć, tych spadkobierców należy spłacić.
Celowo pominąłem sprawę testamentów, ponieważ dziedziczenie testamentowe znacznie różni się od dziedziczenia ustawowego.
Wiele spraw można załatwić spisując mądre testamenty (testamenty ludzie w Polsce spisują niezwykle rzadko, a i te spisane obarczone są często błędami prawnymi albo odnoszą inny skutek niżby sobie życzyli ich autorzy).
Tym razem zajmę się dziedziczeniem ustawowym przez wdowę z nieletnim dzieckiem.
Mało kto wie, że już poczęty obywatel naszego kraju może występować w testamencie jako spadkobierca, o ile oczywiście przyjdzie na świat żywy.
Wyobraźmy sobie taką sytuację, że w małżeństwie urodziło się dziecko (związki nieformalne rządzą się innymi prawami) i po jakimś czasie tatuś ginie w wypadku samochodowym (zdarza się ich w Polsce ok. 5.000 rocznie).
Wdowa - a zarazem matka dziecka - wystąpiła do sądu ze sprawą spadkową licząc, że po nabyciu spadku sprzeda zbyt duże dla niej i maleństwa mieszkanie oraz pozbędzie się działki, która teraz do niczego nie jest jej potrzebna.
Tymczasem do dziedziczenia sąd powołał ją oraz ... kilkumiesięcznego synka.
Wdowa odziedziczyła ¾ majątku po mężu, a synek ¼ po ojcu.
Opiekę nad majątkiem dziecka do jego pełnoletności sprawować będzie Sąd Rodzinny i Opiekuńczy.
Po śmierci jednego z małżonków małżeństwo wygasa. Ustaje tzw. współwłasność łączna i zmienia się we współwłasność w częściach ułamkowych. Zatem każdy składnik majątku (mieszkanie, działka, samochód...) przekłada się na udziały spadkobierców w częściach ułamkowych.
Zakładając, że poza aktem ślubu małżonków łączyła też małżeńska wspólność majątkowa, to po śmierci jednego współmałżonka, ½ udziału we wszystkim co było w majątku małżeńskim pozostaje u żyjącego małżonka, podczas gdy druga połowa dzielona jest na pół: na małżonka i niepełnoletnie dziecko .
Co to oznacza w praktyce?
Pozostały przy życiu małżonek niby odziedziczył cały majątek, ale kompletnie nic nie może z nim zrobić. Aby sprzedać mieszkanie, matka musi wystąpić do Sądu Rodzinnego i Opiekuńczego o zgodę. Trzeba zdawać sobie jednak sprawę, że sąd kieruje się wyłącznie interesem dziecka i może taką zgodę wydać, ale jeżeli uzna, że ta transakcja wpłynie na uszczuplenie majątku dziecka, to zgody na zbycie mieszkania z pewnością nie wyda.
Poza tym czynnikiem obciążającym finansowo matkę są koszty i czas. Otóż matka ma obowiązek zachować majątek dziecka w stanie nie pogorszonym, tzn. w przypadku mieszkania czy domu, finansować jego remonty i bieżącą eksploatację do pełnoletniości dziecka, co może oznaczać nawet 18 lat.
Aby oszczędzić czytelnikom nerwów, nie napisałem tutaj o procedurze spadkowej ( konieczność wyznaczenia komornika do spisu inwentarza, biegłego sądowego do wyceny mieszkania oraz działki – za wszystko płaci pozostający przy życiu małżonek zakładający sprawę spadkową).
Ile osób w Polsce ma wiedzę na ten temat?
Tylko prawnicy albo osoby, które zetknęły się z taką sytuacją w rodzinie bądź wśród znajomych.
Pytanie: czy można takiej sytuacji zapobiec i jakim kosztem?
Oczywiście wypadkom, chorobom, nagłym zdarzeniom najczęściej zapobiec nie można.
Ale ja chciałbym inaczej postawić pytanie.
Czy można coś zrobić, żeby nie narazić się na taką ewentualność?
Tak, można. I nie chodzi wcale o zmianę poglądów i przedzierzgnięcie się z optymisty („mnie nic się nie zdarzy”) w skrajnego pesymistę przekonanego, ze nieszczęście czyha na każdym kroku.
Nawet czytanie przez tysiące osób moich i moich koleżanek i kolegów felietonów niewiele pomoże, jeżeli osoby te nie będą bardziej aktywne życiowo i nie zaczną dbać o interesy własne i swojej rodziny.
Jak zaobserwowałem, może zaledwie kilka procent moich rozmówców decyduje się na poukładanie tych spraw zawczasu, tak aby nie dać się zaskoczyć przez życie.
Chowanie głowy w pasek ponoć i strusiom już się znudziło, a ludzie wciąż unikają poruszania tematów, które tylko zwyczajowo uchodzą za delikatne.
Warto porozmawiać na ten temat z fachowcem, porobić odpowiednie zapisy i zabezpieczyć pieniądze na spłacenie spadkodawców i na zachowki (także dla własnych dzieci).