Dorota i Maciej Lichońscy
Biuro AVIVA: Puławska 233,
02 - 715 Warszawa
Czy masz spisany testament?
Kiedyś miałem szefa, który dostawał białej gorączki, gdy ktoś z jego podwładnych używał argumentu: A NIE MÓWIŁEM?!
A ja, czytając współczesne wypowiedzi polityków, doradców, wybitnych specjalistów na temat OFE, mam przemożną ochotę powtórzyć: a nie mówiłem?
W swoich felietonach już chyba od roku nie tknąłem tego tematu i nawet przestałem zbierać prasę na ten temat, ponieważ takiego steku wypisywanych głupot nie ma na żaden inny temat.
Jeżeli temat emerytur i II filara przewija się czasem w moich felietonach, to dlatego, że w Polsce spojrzenie na emerytów, na życie po życiu ... zawodowym jest głęboko niepraktyczne i zupełnie wręcz irracjonalne: wszyscy zdają się być w tym względzie chorzy na optymizm. Nawet polisy na życie sprzedaje się do 65 roku życia, jakby po tym czasie nie było już potrzebne żadne zabezpieczenie.
Teksty poświęcone zapobiegliwości finansowej i myśleniu o starości inspirowane są przez moją żonę (tak naprawdę wszystkie piszę wspólnie z nią), która miała okazję napatrzyć się, jak do tego okresu w życiu każdego przygotowują się np. Francuzi. Już od chwili założenia rodziny staje się to tematem rozmów przyjaciół, którzy przy okazji spotkań towarzyskich wymieniają się swoimi pomysłami (patrz mój felieton A jak będę emerytem).
Można też przeczytać inne nasze felietony sprzed kilkunastu lat. Na temat OFE nigdy nie zmieniliśmy stanowiska, ale wszystko to, co wtedy w naszych tekstach odbiegało swą wymową od panującej wówczas tendencji, dopiero dziś, po ponad dziesięciu latach, znajduje potwierdzenie w wypowiedziach tych, którzy dotychczas twierdzili inaczej.
Nie pomyliliśmy się ani w sprawie stóp zastąpienia, ani nawołując do własnej, wczesnej przezorności, ponieważ jeżeli nie zatroszczymy się o siebie sami, nikt tego nie zrobi za nas.
Mam wrażenie, że z rynkiem ubezpieczeniowym jest jak z OFE, i że przyjdzie taki dzień, kiedy będę mógł powiedzieć z uśmiechem i nutą satysfakcji: A NIE MÓWIŁEM? Kolejny raz niejednemu sprawiając przykrość.
Jak wykazały badania, w długim okresie czasu w biznesie ubezpieczeniowym na runku utrzymują się bardzo różni ludzie: wykształceni i bez wykształcenia, piękni i brzydcy, inteligentni i mało inteligentni, itd., ale wszystkich ich łączą trzy cechy:
1. Etyka
2. Wewnętrzna motywacja
3. Komunikatywność
Brak którejkolwiek z nich dyskwalifikuje na dłuższą metę sprzedawcę ubezpieczeń.
Taki sprzedawca „ze skazą” nie dostaje od swoich klientów poleceń do ich znajomych, nie rozwija się, wypala i wreszcie odchodzi z zawodu.
To samo dotyczyć będzie (historia już to pokazała) firm ubezpieczeniowych. Były na naszym rynku, epatowały billoardami i agresywną reklamą i … już ich nie ma.
Jestem głęboko przekonany, że w ciągu kilku lat nasz rynek ubezpieczeniowy ulegnie dalszym przemianom. Znikną w końcu firmy zachowujące się nieetycznie, oparte wyłącznie na marketingu i jak mawia mój przyjaciel - oferujące pudrowane produkty.
Klienta można zrazić do siebie tylko jeden raz.
Niestety nieetyczna sprzedaż odbija się na całym rynku ubezpieczeniowym i na nas wszystkich. Powinna być bezwzględnie karana i przez firmy, których przedstawicielami są owi agenci i przez nadzór ubezpieczeniowy, który woli chyba tego tematu nie tykać.
Podczas szkoleń - zarówno podstawowych, jak i doskonalących pracę agentów ubezpieczeniowych - główny nacisk kładzie się na wzrost produkcji, motywację do bardziej wytężonej pracy, uczy się sztuczek i gierek sprzedażowych, gdy tymczasem etyce w tym niezwykle trudnym zawodzie poświęca się nieporównanie mniej miejsca.
Zawód jest trudny, wymagający z jednej strony ciągłego podwyższania kwalifikacji, doskonalenia się, śledzenia prasy, zmian w przepisach, uczestniczenia w ciągłych szkoleniach czysto produktowych z drugiej zaś umiejętności budowania relacji z klientami. Relacji opartych - jak mawiał mój pierwszy Prezes - na „uczciwości do przesady”, dokładnym wsłuchiwaniu się w potrzeby Klienta (a kto dzisiaj ma czas na wysłuchanie nawet własnego dziecka czy partnera) oraz ciągłego motywowania się do codziennego wysiłku (nikt nas nie pogania i sami jesteśmy sobie sterem, żaglem i okrętem).
Początek roku skłania do wielu przemyśleń, podsumowań, ale także zachęca do zmian, pozwala mieć dobrą nadzieję na przyszłość.
Co więc wg mnie wydarzy się na naszym rynku finansowo - ubezpieczeniowym w ciągu paru najbliższych lat?
Zobaczymy więc za kilka lat, czy znowu będę mógł spokojnie powiedzieć: a nie mówiłem?
Póki co, wydrukuję sobie ten felieton i powieszę na ścianie, odkreślając punkty, które będą stopniowo realizowane.