Dorota i Maciej Lichońscy
Biuro AVIVA: Puławska 233,
02 - 715 Warszawa
Czy masz spisany testament?
Za życiowego cwaniaka uchodzi dzisiaj zarówno człowiek, który ma wiedzę i doświadczenie, zna się dobrze np. na giełdzie i który dzięki temu zdobył fortunę jak i ten, który wykiwał kolegę w interesach, dzięki czemu świetnie mu się powodzi, jaki i wreszcie ktoś taki, komu udało się sprzedać nie swoje mieszkanie kilku klientom jednocześnie na podstawione osoby. Różnica miedzy tymi trzema Polakami polega wyłącznie na tym, że pierwszy jest bez zarzutu, drugi żyje z nieczystym sumieniem, a trzeci wyląduje w kryminale.
A więc dzisiaj słowo cwaniak oznacza nie tylko człowieka sprytnego, ale także zwykłego przestępcę np. finansowego .
Co najgorsze istnieje na to pełne, idące z góry, przyzwolenie społecznie!
W pracy wielokrotnie stykami się z klientem – cwaniakiem.
Przypominam, że doradca ubezpieczeniowy działa zawsze w granicach prawa, kieruje się uczciwością - jak zwykliśmy mawiać - do przesady - i zawsze jest prawdomówny.
Klient życiowy, który prosi, np. żeby jako wiernemu klientowi zaoferować mu ubezpieczenie samochodu czy mieszkania po korzystniejszej cenie (tzn. za niższą składkę) nie rozumie co to jest ubezpieczenie.
Ubezpieczenie ma ochronić przed skutkami finansowymi zdarzenia ubezpieczeniowego (kradzież, powódź, pożar, choroba, śmierć, wypadek, itp.) i temu służy świadczenie pieniężne wypłacane dla powetowania poniesionych przez klienta strat, jednak nigdy nie może być źródłem wzbogacenia się przez ubezpieczonego. Jeżeli ubezpieczenie jest dobrze skonstruowane i dobrze wyliczona suma ubezpieczenia, nie można także na nim stracić.
I tu jeszcze jedna ważna uwaga: bardzo wielu naszych klientów uważa, że opłaci się tylko to, na czym są pewni szybko zarobić. Jeżeli wydają np. 1 200 złotych rocznie na ubezpieczenie na życie z funduszem inwestycyjnym, to oczekują, że po roku będzie np. 1300 zł. Nie biorą bowiem w ogóle pod uwagę kosztów ryzyka ponoszonego przez towarzystwo ubezpieczeniowe, które polega na tym, że towarzystwo zobowiązuje się do wypłacenia ustalonej w umowie kwoty w razie zaistnienia zdarzenia będącego przedmiotem umowy ubezpieczenia (patrz nasza strona http://www.agent-aviva.warszawa.pl/artykul.php?id=21).
Z własnego podwórka chcielibyśmy się podzielić z Państwem doświadczeniami, czym się takie działania kończą.
Klientka, bardzo nobliwa i inteligentna, lat 44 wykupuje u nas umowę dodatkową do polisy na życie, gwarantującą wypłatę świadczenia w razie wykonania określonej procedury medycznej (choroby).
We wniosku podaje, że jest osobą całkowicie zdrową, nie oczekującą na żadne badania ani zabieg.
Po ok. roku poddaje się operacji na żołądku. Jako agent mam w zwyczaju zawsze pomagać przy formalnościach związanych z likwidacją roszczenia.
Jakie jest nasze obopólne zdziwienie, kiedy moja firma odmawia wypłaty świadczenia, o które klientka się ubiega.
Pani jest oburzona. Słyszę od niej, że jesteśmy złodziejami, wyłudzamy pieniądze itd. Itp. Proszę więc o pokazanie mi odmowy towarzystwa. Długo nie mogę dostać do wglądu tego dokumentu „ bo po co to panu skoro mi odmówili”, ale ja nie ustępuję. W końcu, pani wyjmuje z segregatora pismo: W związku z zatajeniem przy spisywaniu wniosku ….. roszczenie zostaje oddalone”.
Okazało się, że do pewnego momentu klientka leczyła się prywatnie i wówczas zawarła dodatkową umowę związaną z chorobami przekonana, że towarzystwo nigdy nie dotrze do tych dokumentów. Z chwilą, kiedy dowiedziała się, że operacja jest nieunikniona, a wiedziała ode mnie, że istnieje możliwość dokupienia sobie umowy NA ZDROWIE, uczyniła to myśląc, że towarzystwo nie sprawdzi przed wypłatą - dosyć zresztą wysokiego świadczenia - czy nie chorowała dotychczas na żołądek.
Do dzisiaj nie bardzo ma ochotę spotykać się ze mną, no bo to chyba wstyd dorosłej, wykształconej osobie robić takie „numery”.
Pikanterii sytuacji dodaje fakt, że pani ta podkreślała w dotychczasowych naszych kontaktach, że ma ograniczone zaufanie do firm ubezpieczeniowych i ich uczciwości, dając mi tym samym dobitnie do zrozumienia, że do mnie także.
Innym klasycznym przykładem, można powiedzieć standardem w naszej pracy jest sytuacja, gdy z klientem uzgadniam na piśmie, jaki ma być zakres tego ubezpieczenia i czego klient oczekuje po polisie w wieku np. 65 lat.
Już po 3 latach klient zaczyna, bez poinformowania mnie, zawieszanie polisy, najpierw na rok, potem na 2 lata, potem przestaje indeksować polisę (a indeksacja to nic innego, jak ochrona przed inflacją, a inflacja to rdza przeżerająca nasze oszczędności). Po kilkunastu latach trwania polisy wzywa przed swe oblicze agenta i wymyśla mu podobnie, jak pani powyżej, czego to mu nie naobiecywaliśmy, a co on dzisiaj ma.
Na szczęście prowadzimy bardzo skrupulatną dokumentację i zawsze możemy przypomnieć klientowi (żeby nie powiedzieć – udowodnić) co ustalaliśmy podczas spisywania wniosku, jak się klient wywiązywał ze swych obowiązków, a jak towarzystwo.
Czy to jednak o to chodzi?
Bywa, że w trakcie trwania ubezpieczenia pojawiają się w ofercie towarzystwa niezwykle korzystne rozwiązania z punktu widzenia klienta, umożliwiające obniżkę kosztów ubezpieczenia bądź/i rozszerzenie jego zakresu. Często zresztą kosztem naszej prowizji, o czym klient nie musi wcale wiedzieć.
Zawsze informujemy naszych klientów o tych nowych możliwościach.
Jednak nie po to klient jest „cwany” , żeby dać się nabrać na takie numery!
Nie odbiera od nas telefonów, nie ma czasu na spotkanie, jednym słowem „węszy wajchę”!
Nie pamięta, że my potwierdzamy informacje drogą mailową, jesteśmy sygnatariuszami kodeksu etyki PIPUiF, pracujemy w branży 16 lat i nigdy nikogo na nic nie nabraliśmy.
Choć klient nie wie jeszcze wcale co mamy mu do zaproponowania, on , szczwany lis, nie chce nas widzieć i już. Założył po prostu sobie, że lepiej zrobi jeżeli w ogóle nie dopuści do kontaktu z nami.
Nie wspomnę już, że takim zachowaniem klient uniemożliwia nam wykonywanie naszej pracy: towarzystwo nie rozumie, jak ktoś, kto ma polisę towarzystwa, może nie chcieć się spotkać w swojej sprawie z jego przedstawicielem.
Jak mówi porzekadło: konia do wodopoju można doprowadzić, ale zmusić go żeby napił się wody, tego już nie można.
My przygotowujemy dla klienta najkorzystniejsze potrzebne rozwiązania, proponujemy zakres ubezpieczenia i wyliczamy składki (sądzę, że gdyby klienci musieli płacić za każde przygotowanie oferty - jak w banku mieliby znacznie więcej szacunku dla agentów). Opieramy się przy tym wyłącznie na informacjach udzielonych przez klientów, a wykorzystujemy swoją wiedzę i wieloletnie doświadczenie. Ostatecznie każdy klient sam decyduje czy chce mieć taki program ubezpieczeniowy, czy też nie.
Jeżeli już się zdecyduje i zaakceptuje nas jako swojego agenta, to musi zrozumieć, że oszukując nas, oszukuje samego siebie.
Wiele osób radzi się w sprawach ubezpieczeniowych znajomych, sąsiadów, krewnych, jednym słowem osób które są dla nich autorytetami. Nie biorą one wtedy pod uwagę, że zazwyczaj osoby te są ignorantami w zakresie ubezpieczeń, nie potrafią ocenić swoich własnych potrzeb w zakresie zabezpieczenia finansowego, a co dopiero szwagra, czy sąsiada, ale skoro ktoś chce ich słuchać, to chętnie wypowiadają się na różne tematy i na temat ubezpieczeń także. Jeżeli z czasem taka „ rada” okazuje się totalnie chybiona, o dziwo nikt nie sądzi się ze szwagrem, że ten źle mu doradził.
Ot ciekawostka polskiej przyrody.
Reasumując: przestrzegamy wszystkich zainteresowanych bądź posiadających ubezpieczenia życiowe, i nie tylko, aby podawać we wnioskach ubezpieczeniowych prawdę, tylko prawdę wg swojej najlepszej wiedzy. To uchroni przed niespodziankami przy wypłacie roszczeń.
Jeżeli macie Państwo wątpliwości co do tego, co mówi agent/doradca/ zawsze można zadać pytanie mailem i otrzymać odpowiedź na piśmie.
Jeżeli nie ufacie Państwo do końca w rozwiązania proponowane przez doradcę, albo jeżeli ktoś mówi wam, że ma lepszą propozycję, doprowadźcie do spotkania tych osób i przedstawcie im swoje wątpliwości. Niech odpowiedzą na nie i niech dyskutują w Waszej obecności. Z całą pewnością pomoże to Państwu podjąć korzystną decyzję.
Jeżeli z jakiegoś względu nie darzą Państwo agenta/doradcy zaufaniem, unikanie kontaktów z nim działa pod każdym względem tylko na Państwa niekorzyść. My doskonale wiemy, kiedy mamy do czynienia z katarem, a kiedy z chorobą dyplomatyczną. Katar trwa najwyżej siedem dni i nie upośledza zdolności czytania, pisania i odbierania telefonów.
Dlatego należy niezwłocznie poprosić towarzystwo o zmianę agenta.
Im prędzej tym lepiej, aby uniknąć zabawy w kotka i myszkę, bo to fajna zabawa nawet dla dorosłych ludzi, ale nie przy finansach!