Dorota i Maciej Lichońscy
Biuro AVIVA: Puławska 233,
02 - 715 Warszawa
Czy masz spisany testament?
Jak mawia mój Guru od finansów: „W zakresie prognoz finansowych dzisiaj mamy historycznie niespotykaną niepewność”.
Pięknie zbudowane zdanie tylko, co z niego wynika?
Wynika drugie zdanie: „Inwestowanie jest to walka chciwości ze strachem”.
Na tym mógłbym w zasadzie skończyć, gdyby nie to, że w ostatnich dniach premier naszego rządu w exposé zapowiedział stopniowe podnoszenie wieku emerytalnego do 67 roku życia, niezależnie od płci.
Chciałoby się rzec, lepiej późno niż wcale. Z resztą już wiele lat temu, ze względu na fatalną sytuację demograficzną Polski, nieomal przy pomocy liczydeł i ołówka kopiowego, prognozowaliśmy taką konieczność i artykułowaliśmy w naszych felietonach na przekór wszelkim oficjalnym zaprzeczeniom.
No, ale dobrze, że w końcu ktoś odważył się i przedstawił tę propozycję, która na 100% wywoła lawinę krytyki, ponieważ kto z dzisiaj rządzonych ma ochotę dłużej pracować, gdzie znajdzie pracę po 65 roku życia skoro już 50-latkowie mają obecnie olbrzymie problemy ze znalezieniem pracy?
Oczywiście my zawsze musimy być ze wszystkim w tyle i, tym razem także, mamy bowiem mieć najdłuższy w Europie czas dochodzenia do tych 67 lat (w Polsce tempo podwyższania wieku dla kobiet o 3 miesiące w skali roku jest bardzo mizerne). W innych krajach, które zdecydowały się na podniesienie wieku emerytalnego, to tempo wynosiło 6 miesięcy w skali roku, a na Słowacji - nawet 9 miesięcy. A przecież kobiety musza nadrobić aż 7 lat.
Wg mnie nie powinniśmy się obawiać podwyższania wieku emerytalnego w szybszym tempie. Zapowiedziane działania, choć dosyć nieśmiałe, też poprawią sytuację finansów publicznych w perspektywie 10 lat: będzie to poprawa rzędu 0,6 proc. PKB, a to już coś, wobec perspektywy niezbyt żwawej gospodarki w nadchodzących latach.
Należy przypomnieć, że Twórcy (przez duże T piszę z szacunku) reformy emerytalnej od początku zakładali, że duża część społeczeństwa, oprócz obowiązkowych form oszczędzania na emeryturę w I i II filarze (ZUS i OFE), będzie musiała dobrowolnie odkładać dodatkowe kwoty w III filarze emerytalnym.
Dopiero bowiem połączone wszystkie formy zabezpieczenia emerytalnego miały zapewnić odpowiedni poziom świadczeń po zakończeniu życia zawodowego.
Od początku było wiadomo, że emerytura z ZUS i OFE nie zapewni odpowiedniego poziomu zabezpieczenia i trzeba naród wyedukować. O tym też pisaliśmy ponad 10 lat temu.
A jaką dzisiaj mamy świadomość Polaków w tym obszarze?
Dokładnie taką samą, jak 10 lat temu!
„Nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było!”
„Przecież nie da nam PAŃSTWO z głodu zdechnąć!”
„Jak będzie źle wyjdziemy na ulice i siłą odbierzemy to, co nam się należy!”
To są dzisiaj argumenty inteligentnych wydawałoby się ludzi, którzy twierdzą niestety, że dość pesymistyczna wizja przyszłości prezentowana przez rządzących jest wyłącznie argumentem dla tych ostatnich, aby usprawiedliwić podnoszenie podatków, ograniczanie ulg lub odbieranie przywilejów, zresztą przeważnie nie całkiem uczciwie wymuszonych.
Państwo od lat myśli o rozwiązaniu narastającego problemu grupy społecznej jaką stanowią emeryci, a zwłaszcza przyszli emeryci i proponuje im najrozmaitsze formy oszczędzania na starość. Tak, prawdziwym problemem będą właśnie przyszli emeryci, po 2030 r., ponieważ będzie ich więcej, będą żyli dłużej, a ponadto wobec braku infrastruktury społecznej umożliwiającej osobom w podeszłym wieku zachowanie jak najdłużej samodzielności w codziennym życiu, emeryci będą coraz częściej zmuszeni korzystać z rozmaitych odpłatnych usług.
Dotychczas pracodawcy mają możliwość utworzenia w swoich zakładach pracy pracowniczego programu emerytalnego (PPE), wybierając spośród czterech form: pracowniczego funduszu emerytalnego, umowy o wnoszeniu przez uczestników składek do funduszu inwestycyjnego, umowy grupowego ubezpieczenia na życie pracowników z zakładem ubezpieczeń oraz zarządzania zagranicznego.
Wszystko pięknie. Tyle, że korzysta z tego zaledwie garstka Polaków.
W krajach Europy Zachodniej PPE są zdecydowanie bardziej popularne – wskaźnik penetracji wynosi w Wielkiej Brytanii aż 90%, podczas gdy w Polsce ledwo przekracza 2%.
Podobnie wyraźne różnice można odnotować w wartości zarządzanych aktywów: Dania – 68 mld euro; Wielka Brytania – 1,1 bln euro; Holandia – 722 mld euro; Rumunia – 90,2 mln euro; Polska – 1,25 mld euro.
W Polsce PPE nie przyjęło się z wielu powodów, o których nie będę się tutaj rozpisywał.
Drugim pomysłem naszego rządu, aby zachęcić Polaków do oszczędzania na emeryturę, jest IKE.
To nasz dobrowolny wkład dziś, aby jutro świadczenie było wyższe.
Wystarczy otworzyć indywidualne konto emerytalne (IKE) w banku, firmie ubezpieczeniowej, towarzystwie funduszy inwestycyjnych lub biurze maklerskim. Ma to być ostatni z trzech filarów naszej przyszłej emerytury: po części pochodzącej z ZUS (pierwszy filar) i otwartego funduszu emerytalnego (drugi filar). Zachętą jest zwolnienie z tzw. podatku Belki.
Na dzień 30 czerwca 2011 r. instytucje finansowe prowadziły 798 912 IKE, a wartość środków zgromadzonych na tych kontach wyniosła 2 923 545 tys. zł.
Pomysł okazał się tak samo chybiony, jak poprzedni.
Teraz pojawił się kolejny temat: IKZE.
Zapytałem kilkunastu znajomych, osoby o standardzie życia i wykształceniu zdecydowanie powyżej średniego, co to może być i z czym się im ten skrót kojarzy.
Nikt nawet nie słyszał o IKZE, które wchodzi w życie z dniem 1. stycznia 2012 roku.
Otóż IKZE, to Indywidualne Konto Zabezpieczenia Emerytalnego, czyli nowa forma oszczędzania na emeryturę.
Rozwiązanie to wprowadził rząd, kiedy ciął składki do OFE.
Wszyscy skoncentrowani byli na OFE, więc nikt nie zwrócił uwagi na nowy twór.
IKZE będą mogły oferować instytucje finansowe, m.in.: fundusze inwestycyjne, biura maklerskie, banki czy OFE.
Oszczędzając na IKZE, będzie można skorzystać z ulgi w PIT – 4 proc. tzw. podstawy wymiaru składki na ubezpieczenie emerytalne.
Maksymalny limit ulgi nie może przekroczyć 4 proc. rocznego limitu składki do ZUS (30 średnich pensji rocznie).
Maksymalny limit, jaki można odliczyć w 2012 r. od podstawy wymiaru składki, to 4.030 zł. Najsłabiej zarabiający będą mogli uzupełnić swoją składkę do 4 proc. z dwunastokrotności minimalnej pensji.
Wypłata pieniędzy z IKZE jest przewidziana dla osób po 65 r. ż. Jeżeli ktoś wcześniej zlikwiduje IKZE, będzie musiał zwrócić wykorzystane ulgi.
Jednym słowem, dzięki uldze podatkowej od wpłat na IKZE można gromadzić więcej kapitału, który będzie pracował na emeryturę. Państwo oddaje pracującym obywatelom część podatku, aby zainwestowali go w zabezpieczenie własnej przyszłości.
Ale to jest tylko odroczenie płacenia podatku. Ten podatek stanie się wymagalny dopiero wtedy, kiedy ktoś będzie chciał z tych pieniędzy skorzystać.
A więc podatek będzie liczony od 100% zgromadzonych środków, a jego wysokość w przyszłości pozostaje kompletną niewiadomą (progi podatkowe mogą być przecież znacznie wyższe niż dzisiaj - demografia prawdopodobnie zmusi kolejne rządy do podwyższania podatków!).
Korzystniej?
Nie wiem.
Dopiero czas pokaże, jak Polacy ustosunkują się do tej nowej propozycji i jak się ona sprawdzi po 20,25,30 latach, bo tylko taki okres oszczędzania ma jakiś sens.
W ogóle, podstawowa zasada to oszczędzać na czas, kiedy nie będzie się już pracować, czyli pod żadnym pozorem nie sięgać po te oszczędności dopóki jest się zatrudnionym.
Druga zasada polega na różnicowaniu form oszczędzania na przyszłość. Korzystać należy ze wszystkich dostępnych form kapitalizowania nadwyżek finansowych. I jeszcze jedno, nigdy nie znajdziemy żadnych wolnych środków, jeżeli nie uwierzymy w konieczność ich gromadzenia.
Nikt nie wie, w jakiej otaczającej go rzeczywistości będzie stawał się emerytem. Ja zaczynałem pracę jako pracownik naukowy w socjalistycznym instytucie, a przejdę na emeryturę w kapitalizmie, jako osoba prowadząca z żoną działalność gospodarczą. Nawet gdybym był wróżką, nie mógłbym tego przewidzieć.