Dorota i Maciej Lichońscy
Biuro AVIVA: Puławska 233,
02 - 715 Warszawa
Czy masz spisany testament?
Swędzenie kojarzy się z nieodpartą potrzebą natychmiastowego podrapania się.
Mistrzami w drapaniu się są zazwyczaj dzieci, które nie potrafiąc uruchomić silnej woli, całkowicie nieświadome zagrożenia, jakie może nieść drapnie się, potrafią robić to do krwi.
Trzeba im to jednak wybaczyć, bo wszak wszyscy wiemy, że świądowi rzeczywiście trudno się oprzeć, przetrzymać, przeczekać.
Mnie ta dziecinna niemożność powstrzymania się od drapanie przywodzi na myśl wielu moich klientów, którzy dowiadując się, że na ich polisie życiowej uzbierało się już więcej pieniędzy, aniżeli wynosi suma wpłaconych dotychczas składek, nie mogą powstrzymać się od sięgnięcia niezwłocznie po te pieniądze, niemal fizycznego dotknięcia ich.
Ta chęć „pomacania” wypracowanego zysku jest równie silna, jak potrzeba uspokojenia swędzenia poprzez frenetyczne i bezsensowne drapanie się i czochranie do krwi.
Nie chcą nawet słyszeć o tym, że konsekwencje takiego zachowania będą opłakane i jak dziecko, które drapie się bo „nie wytrzyma”, składają nagle pod wpływem impulsu wniosek o wypłatę wartości polisy, bo „to się opłaca”.
Niestety ci klienci również tak, jak dziecko, które nie wie, ile w razie potrzeby jest w stanie wytrzymać, nie przypuszczają nawet jak dalece w rzeczywistości ten ruch się nie opłaca.
Kiedy na wniosek klienta zakładam kapitałową polisę emerytalną, z samej definicji jedynym celem gromadzenia pieniędzy jest emerytura.
Wyliczam wówczas klientowi, ile pieniędzy musi mieć na koncie , kiedy będzie kończył aktywność zawodową i aby mógł w miarę godnie żyć na emeryturze.
W uproszczeniu sprowadza się to do następującej relacji:
każde 100 000 zł zgromadzone na rachunku → dodatkowe 500 zł miesięcznie do emerytury.
Przykład: emerytura = 1500 zł "od Państwa" + 500 zł z polisy → 2000 zł na życie
Oczywiście operujemy wartościami nominalnymi.
Klienci nienawidzą zresztą, kiedy pokazuję im wartość realną pieniądza w czasie, ponieważ dopiero wówczas widać, jak dużo pieniędzy trzeba odkładać przez całe dorosłe życie, aby cokolwiek mieć na starość. Jednym słowem jak bardzo trzeba się ograniczać przez całe życie, aby nie umrzeć z głodu na starość.
A tu przecież kusi nowa plazma, wczasy po promocyjnej cenie na Wyspach Kanaryjskich, czy nowy model ulubionego autka.
Wróćmy jednak do przerwanego toku myślenia.
Rzadko komu proponuję pełne „zasypanie” luki emerytalnej z prostego powodu: ludzi na odkładanie tak dużych kwot po prostu nie stać.
Tymczasem jest naprawdę całkiem możliwe, aby młody człowiek odłożył na emeryturę ok. 500 000 zł. Pod jednym wszak warunkiem: systematycznego - miesiąc w miesiąc - odkładania określonej kwoty, tylko i wyłącznie na ten cel, i żaden inny przy założobym średnim zysku 6-7%.
Dla 30 latka jest to kwota ok. 250 - 300 zł miesięcznie.
Co prawda spotykam się z ofertami tzw. firm finansowych, w których przedstawiona jest symulacja zakładająca zysk 12% (sic!), ale moim zdaniem to jest po prostu oszustwo.
Mam w swoim portfelu sporo polis „emerytalnych”, które do pewnego momentu opłacane są w sposób bardzo zdyscyplinowany, aż tu nagle...
Dostaję sms-a z firmy, że wypłacono część, albo całą wartość polisy.
Rzecz jasna klienci robią to w tajemnicy przede mną (swoim agentem), ponieważ jest im wstyd przyznać się, że cel jaki zadeklarowali przy zakładaniu tej polisy nie jest już tak ważny, jak np. wesele córki, które odbędzie się za 2 miesiące i pochłonie kwotę, za jaką można kupić bardzo dobry samochód.
Nieważne, że być może za parę lat małżeństwo rozleci się (w Polsce lawinowo wzrosła liczba rozwodów w ciągu pierwszych 5 lat małżeństwa), ale córeczka zasługuje przecież i na niezwykłą suknię ślubną, i na wesele, którym przyćmi wesela swoich koleżanek.
Pieniądze zbierane z myślą o emeryturze zostają dosłownie wyrzucone w błoto.
Ostatnio wyczytałem gdzieś na portalu Onet.pl, że wesela już „nie zwracają się” jak kiedyś, i przestając stanowić źródło środków na zagospodarowanie się młodej pary, niestety pozostają już tylko trudnym do spłacenia zobowiązaniem rodziców.
Z tego też powodu, często tacy klienci nie zakładają już nowej polisy, bo obawiają się trudności w opłacaniu składek.
Jeżeli jednak klient szczęśliwie decyduje się na zbieranie pieniędzy „od początku”, to z reguły z taką samą składką, a przecież w inwestowaniu składkowym każdy rok pracy pieniądza ma olbrzymie znaczenie dla wyniku końcowego oszczędzania. Dlatego, kiedy po udanym weselu liczę, jaka powinna być składka miesięczna, to już nie jest 300 zł, ale nierzadko dwa razy tyle i więcej, a to naprawdę mało kto jest w stanie wytrzymać.
To zjawisko dotyczy zresztą większości polis, na których odkłada się kapitał.
Różnica polega tylko na tym, jaką sumę pieniędzy klienci są w stanie utrzymać na koncie, a od jakiej kwoty zaczyna się „świąd”, czyli parcie na kasę, jednym słowem moment, kiedy klienci zaczynają szukać pretekstu, aby te pieniądze wycofać z rachunku i wydać. Z przerażeniem myślę, jak znikoma część społeczeństwa rzeczywiście odłoży w ogóle jakieś pieniądze na emeryturę.
Przeważnie zależy to tylko od świadomości finansowej klienta.
Osoba, która pojęła zasady reformy emerytalnej już wiele lat temu zrozumiała, że w tym zakresie może liczyć wyłącznie na siebie.
Jak wykazują badania większość społeczeństwa jest nadal przekonana, że wyłącznym obowiązkiem Państwa jest zapewnienie każdemu obywatelowi godnego bytu na emeryturze.
Najzabawniejsze jest to, jak klienci tłumaczą mi w rozmowach, że są lepsze formy inwestowania niż kupowanie jednostek uczestnictwa funduszy, i że będą teraz kupować np. ziemię. Jeden mój niedoszły klient miał sadzić choinki („Panie! Samo rośnie, a pan se ścinasz na święta i masz kupę kasy!”), inny miał kupić segment od dewelopera, wykończyć go i sprzedać z zyskiem 30%, jeszcze inny założył hodowlę strusi.
Akurat żadna z tych osób nie dość, że nie zarobiła na swoich pomysłach ani grosza, to stracili z trudem uciułane pieniądze: ten od choinek spadł z dachu i musiał się leczyć, ten od dewelopera nic nie kupił, a strusie się pochorowały i trzeba było ubić te, które jeszcze były zdrowe.
Ja absolutnie nie twierdzę, że jedyną formą odkładania na emeryturę jest oszczędzanie i inwestowanie w takie czy inne fundusze. Nigdy nie należy wszystkich jajek wkładać do jednego koszyka!
Nie ma jednej idealnej metody.
Zawsze podaję przykład kolegi, który kupił poza Warszawą ziemię pod lasem.
Po roku powiedział mi: ziemia ta już podwoiła swoją wartość.
Po dwóch latach usłyszałem: ziemia ta straciła na wartości 80%, ponieważ obok zaplanowano drogę szybkiego ruchu.
Po trzech, dowiedziałem się: mają tam podobno budować supermarkety więc, jeżeli plan zagospodarowania zatwierdzą, mogę zarobić na tej ziemi górę pieniędzy.
Poczekam, życząc oczywiście mojemu koledze dużo szczęścia i wielkiego dochodu.
Dla przeciętnego Kowalskiego polisa kapitałowa lub TFI są najprostszymi dostępnymi i najmniej kłopotliwymi rozwiązaniami.
Obiekcja, co będzie, jeżeli w wieku emerytalnym dopadnie nas taka bessa, jaka miała miejsce dwa lata temu, jest dość prosta do obalenia.
Należy samemu (lub zlecić to firmie) wybrać taką strategię inwestycyjną, aby na początku udział funduszy akcyjnych był wysoki, a z wiekiem malał tak, aby kilka lat przed emeryturą mieć pieniądze ulokowane na funduszach bezpiecznych (kogo stać może zawsze część środków mieć ulokowanych w akcjach).
Niestety Ci, ze świądem finansowym są często nie do wyleczenia.
Jak napisał na swoim blogu jeden z wybitniejszych polskich analityków finansowych Każdy ma niezbywalne prawo do pozbywania się swoich ciężko zarobionych pieniędzy w sposób, jaki uzna za właściwy.
I tak, kiedy w przyszłości emerytura będzie im starczała do piętnastego każdego miesiąca, przyczynę swojego biednego życie upatrywać będą w pechu, niesprawiedliwości losu, złym zarządzaniu państwem, powodziach, trzęsieniach ziemi w Japonii, wojnie w Iraku i w przystąpieniu do Unii Europejskiej, ale nigdy, przenigdy nie przyznają się przed samymi sobą, że nie wykorzystali szansy, nie poskromili swoich apetytów, przejadali swoje dochody, słowem, nie potrafili zarządzać swoimi pieniędzmi.