Dorota i Maciej Lichońscy
Biuro AVIVA: Puławska 233,
02 - 715 Warszawa
Czy masz spisany testament?
Kiedyś jadąc samotnie samochodem zacząłem się zastanawiać, czy ubezpieczenia na życie są opłacalne?
Można by to pytanie sformułować bardziej ogólnie: czy w ogóle ubezpieczenia są opłacalne?
Od 30 lat bez przerwy ubezpieczam samochód zarówno z tytułu OC, jak i AC i mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że do ubiegłego roku nijak mi się to nie opłacało. Nawet korzystając z systemu zniżek i promocji nie wychodziłem na swoje.
Od 20 lat mamy bardzo porządnie ubezpieczone mieszkanie. Wynik jak wyżej.
Mam też ubezpieczenie na życie już 18 lat. Płacę regularnie składki co miesiąc i co?
Nic.
Płaczę, płacę i ciągle żyję. Dzieci poszły w świat, obdarzyły mnie wnukami a ja, jakby nigdy nic tkwię na posterunku pracując, podlewając ogródek i rozkoszując się mieszkaniem na Kabatach.
Wszystkie pieniądze na ubezpieczenie wyrzucone w błoto. A dokładnie nabijam kieszenie firmom ubezpieczeniowym.
Tylko one są coraz bogatsze, agenci chodzą w garniturach i jeżdżą samochodami, że o prezesach tych firm nie wspomnę.
Mogłem za te pieniądze zwiedzić świat, delektować się kuchią w najlepszych restauracjach świata i pobumelować.
Ludzie! Nie wyrzucajcie pieniędzy w błoto!
A propos błota.
Zadzwonił do nas niedoszły klient, któremu kiedyś chciałem ubezpieczyć dom pod Warszawą, ale znalazł tańsze ubezpieczenie (o 200 zł rocznie) i nic dziwnego, że z niego skorzystał.
A zadzwonił dlatego, że podczas ostatniej powodzi (a tam nie było powodzi 50 lat!) woda zabrała mu dom. W całości.
Jego ubezpieczenie niestety nie obejmowało skutków powodzi ani deszczu nawalnego (było i jedno i drugie).
Zadzwonił tylko dlatego, że obsługuję polisy życiowe jego oraz żony i zmienili adres zamieszkania na … Białystok, ponieważ musieli wrócić do starego, drewnianego domu rodziców, gdzie wraz z dwójką małych dzieci zajmują jeden pokój. Bez żadnych szans na przyszłość.
Tak się zdarza czasami, chociaż trzeba przyznać, że bardzo rzadko.
A nowotwory złośliwe o których pisałem w poprzednim felietonie?
A co będzie, jeżeli w wyniku choroby czy wypadku pojawi się niezdolność do pracy? Jakie wówczas będą potrzebne środki?
Mieliśmy podczas naszej pracy kilkanaście przypadków wypłaty świadczenia z tytułu niezdolności do pracy. Należałoby zapytać co te osoby zrobiłyby, gdyby nie zawarły tej umowy wraz z ubezpieczeniem na życie.
Dzisiaj najniższa renta z tytułu całkowitej niezdolności do pracy to 706,29 zł miesięcznie, a przeciętna renta wynosi ok. 1 200 zł miesięcznie (oczywiście brutto).
W Polsce renty pobiera ponad 1,6 mln osób! I to już po zaostrzeniu kryteriów ich przyznawania.
W tym roku mieliśmy już dwie wypłaty z tytułu umowy głównej. Byłem jedyną osobą w tych rodzinach, która przynosiła pogrążonym w żałobie domownikom dobrą nowinę. To jest najcięższa część naszej pracy, ale dzięki wypłacie świadczeń z ubezpieczenia, które rozwiązują ludzkie problemy w tych trudnych momentach widzimy jasno, że nasza praca ma głęboki sens.
Wracając do samochodu: uważam, że jeżdżę w miarę bezpiecznie, na swoim koncie nie mam wielu punktów karnych. A jednak w ciągu jednego roku miałem aż trzy stłuczki: jedną we Francji (z winy lokalnego kierowcy, ale po czasie uznano moją winę – jedź 2 000 km i udowadniaj, jak było!) i dwie w Polsce – zwykłe gapiostwo. Czyli rachunek kosztów i strat się wyrównał, ponieważ firma ubezpieczeniowa pokryła mi 100% kosztów napraw.
Nasi przyjaciele nieomal w środku nocy przypominają nam o konieczności przedłużenia umowy ubezpieczenia ich domu. Przeżyli bowiem włamanie do swojego świetnie zabezpieczonego modrzewiowego domu (włamywacz wszedł po wyważeniu okna, podczas dwugodzinnej nieobecności domowników).
O wypłatach związanych z zalaniem czy przepięciami, gdy zniszczony został cały sprzęt elektroniczny nie wspominam.
No to już nie wiem, czy warto się ubezpieczać, czy nie?
Rozsądźcie Państwo sami!