Dorota i Maciej Lichońscy
Biuro AVIVA: Puławska 233,
02 - 715 Warszawa
Czy masz spisany testament?
Młody, mniej więcej dwudziestopięcioletni mężczyzna, ojciec rodziny – żona plus jedno dziecko, radośnie wkracza do banku po kredyt. Nie po kredyt na kupno mieszkania czy samochodu, ale chciałby mieć w banku zabezpieczony kapitał, który w razie jego śmierci pozwoliłby, aby rodzina dostała określoną sumę pieniędzy. On zaś zobowiązuje się, że przez całe swoje życie będzie systematycznie spłacał odsetki od tego kredytu. Kapitału spłacać w tym kredycie nie musi.
Jeżeli nic mu się przez całe życie nie stanie to, z chwilą kiedy osiągnie wiek emerytalny, bank zwróci mu wszystkie wpłacone pieniądze, nawet z zyskiem.
Marzenie? Niestety tak. Jakie kolejki stałyby do takiego banku, który nie dość że gwarantowałby bezpieczeństwo rodzinie to jeszcze zwracałby wpłacone pieniądze wtedy, kiedy są one niezwykle potrzebne. Na starość.
Wyobraźmy sobie, co by było gdyby zakład ubezpieczeń zwracał nam na starość wszystkie wpłacone składki za ubezpieczenie OC i AC, kto nie wykupywałby wtedy pełnego pakietu ubezpieczeniowego?
Jeżeli agent sprzeda ojcu rodziny polisę na życie z sumą ubezpieczenia, powiedzmy 300 000 zł, to patrząc na to z innej strony, w razie jego śmierci stawia tym samym do dyspozycji żony kapitał w takiej samej wysokości, który ona może wykorzystać na spłacenie kredytu, wychowanie dzieci, utrzymanie rodziny.
Jaki bank, jaka instytucja finansowa da komuś na wypadek śmierci właściciela konta kredyt na 0,3%?
A tyle właśnie kosztuje „czyste” ubezpieczenie na tę sumę - bez funduszu – dla dwudziestopięciolatka.
Gdybyśmy natomiast wzięli pod uwagę ubezpieczenie z funduszem kapitałowym byłoby to więcej. No bo gdybyśmy chcieli - po zakończeniu aktywności zawodowej - odzyskać te wpłacone wcześniej pieniądze w realnej wysokości, ile wówczas wynosiłyby nasze „odsetki”? Oczywiście więcej.
Pamiętajmy, że indeksowanie składek i sumy ubezpieczenia, tak niechętnie przyjmowane przez część klientów, to nic innego, jak zabezpieczanie realnej wartości polisy przed inflacją.
Przez cały ten okres udział kosztów w stosunku do wpłacanej składki wyniósłby ok. 14% a i tak odzyskalibyśmy realnie, a nie nominalnie, wpłacone pieniądze.
Można więc postawić trywialne pytanie, czy ubezpieczenie na życie się w ogóle opłaca?
Załóżmy, że tego dwudziestopięciolatka obciążymy przez całe życie składką 1200 zł rocznie w zamian za stałą sumę ubezpieczenia 100 000 zł
Średnio mężczyzna żyje 72 lata więc wpłaci (72-25) x 1200 = 56 400 zł
Skoro ok. 34% Polaków nie dożywa emerytury, więc 1/3 z nas skonsumuje jednak te 100 000 zł. Oznacza to, że wdowy po tych 34% niedoszłych emerytów otrzymają znacznie więcej pieniędzy aniżeli ich mężowie zaangażowali w ubezpieczenie za życia.
Tego rodzaju dywagacje i obliczenia można prowadzić w nieskończoność.
Podczas swojej kariery w ubezpieczeniach zbudowałem kilkudziesięciomilionowy kapitał dla rodzin, które tych pieniędzy mogą nagle bardzo potrzebować.
Jestem wszak jedyną osobą, która po śmierci któregokolwiek z członków rodziny przynosi dobre informacje.
Wszyscy pozostali przychodzą po pieniądze: bank po kredyt, wierzyciele po zwrot pożyczek i zobowiązań, inni po niezapłacone rachunki i faktury…
Na koniec dwa spostrzeżenia z mojego własnego doświadczenia:
- nie spotkałem jeszcze wdowy, która nie miałaby do mnie pretensji, że jej mąż miał zbyt niską sumę ubezpieczenia (jakby to ode mnie zależało),
- zawsze ktoś żyje za krótko albo za długo. Jeżeli żyje za krótko - pozostawia swych bliźnich w sytuacji drastycznego obniżenia standardu życia, a jeżeli za długo - to opieka nad nim wymaga często wysiłku całej rodziny.
Sam się zastanawiam czy już aby nie osiągnąłem optimum.