Dorota i Maciej Lichońscy
Biuro AVIVA: Puławska 233,
02 - 715 Warszawa
Czy masz spisany testament?
Mamy w sobie coś takiego, że nie lubimy patrzeć na nieszczęścia i cierpienia bliźnich.
Kiedy ktoś zapada na poważną chorobę, wkrótce krąg jego znajomych przerzedza się.
Jeżeli ten sam ktoś ulegnie poważnemu wypadkowi, a ta wiadomość obiegnie już środowisko, w którym się obraca, na kilka pierwszych dni stanie się on obiektem natrętnego wręcz zainteresowania.
Wkrótce jednak, kiedy zmęczony i przybity długotrwałym unieruchomieniem będzie potrzebował jakiejś odmiany i wsparcia, liczyć już będzie mógł tylko na pomoc i obecność najbliższych a odwiedzą go z rzadka wyłącznie prawdziwi, bezinteresowni i sprawdzeni przyjaciele…
Tak, to już jest.
Wielokrotnie pisałem o tym, z czym wielu z Państwa polemizowało i to bardzo mocno, że życie ludzkie, a nawet zdrowie można przeliczyć na pieniądze.
Mówiąc o życiu i zdrowiu mam zawsze na myśli zdolność każdego człowieka do zarobkowania.
Dlatego szacując potrzebną wysokość sumy ubezpieczenia na życie brać należy pod uwagę to, ile pieniędzy ubezpieczająca się osoba może wnieść, w określonej jednostce czasu, do rodziny czy firmy.
Popatrzmy przez chwilę na siebie jak na roboty z wmontowaną maszynką do zarabiania pieniędzy.
Każdy ma swoją replikę w postaci robota. Urządzenie to działa przez ściśle określony czas – identyczny z czasem aktywności zawodowej osoby, którą robot wyręcza.
Każdy robot przestaje działać w dniu przejścia na emeryturę jego pierwowzoru. Jedna maszynka robi więcej pieniędzy, inna mniej.
Jedna ma przestoje i ciągle wymaga napraw, inna działa bez zarzutu. Niestety wskutek różnych awarii w Polsce ok. 1/3 robotów idzie na złom przed wiekiem emerytalnym.
Kiedy ludzie łączą się w pary każdy może mieć swoją maszynkę, bądź zasilać budżet domowy z maszynki tylko jednego z nich.
Bywa też, że w fabryce wybucha pożar i robot - a wraz z nim maszynka do robienia pieniędzy - ulegają poważnej awarii lub nawet spaleniu.
Wówczas albo pieniędzy w budżecie rodziny jest znacznie mniej niż przed awarią, ale zdarza się też tak, że nie ma ich wcale, jeżeli uszkodzona została jedyna działająca dotąd w rodzinie maszynka.
Wyobraźmy sobie teraz, że – powiedzmy - przez niedopatrzenie jednego z małżonków, w domu pojawia się człowiek z czarną teczką: AGENT UBEZPIECZENIOWY!
Zwykło się mówić, że nie ma nic gorszego od wizyty agenta.
Co należałoby ubezpieczyć?
Kupę złomu stojącą przed domem – zwaną autem - i stanowiącą dumę każdego, czy może piękne akwarium ze złotymi rybkami albo księgozbiór poświęcony historii Starożytnej Grecji?
Oczywiście, że nie! Nic z tego!
Ubezpieczyć trzeba pilnie maszynkę, która codziennie produkuje banknoty, dzięki którym możemy godnie żyć, kupić sobie nowe akwarium czy książki, a nawet pozwalać sobie na różne przyjemności.
Lepszą maszynkę ubezpieczymy na wyższą sumę, gorszą na niższą. Ubezpieczymy ją też od kosztów napraw, wymiany części, korozji, a nawet od całkowitego zniszczenia.
W tym ostatnim przypadku należy zadbać też o to, aby mieć też pieniądze na kilka lat naprzód, niezależnie od tego czy znajdzie się znowu ktoś, kto zechce z nami spędzić resztę życia i czy będzie wyposażony w dobry model maszynki, czy też w gorszy, mniej wydajny.
Jak wszyscy się domyślili ta maszynka do robienia pieniędzy, to właśnie nasza zdolność do zarobkowania, czyli to, co mamy najcenniejszego do ubezpieczenia!
Wszelkie awarie to choroby i wypadki, niezależne od naszej woli, planów i przekonań.
Na wypadek takich zdarzeń też można dodatkowo się ubezpieczyć.
Nie ma co się łudzić: budżet żadnego państwa na świecie
nie udźwignie kosztów zaopatrzenia emerytalnego
i leczenia swoich obywateli na poziomie
wyższym od niezbędnego minimum!
O świadczenia na poziomie, który zadowoli wszystkich i wystarczy na wszystko każdy musi zadbać sam.
Pierwsze pytanie to, czy jest to możliwe, a drugie, kogo będzie na to stać.
Póki człowiek jest zdrowy, jest to możliwe, a im jest młodszy, mniej go to kosztuje.
Niekiedy składki miesięczne za ryzyko poważnego zachorowania niewiele przewyższają koszt jednej paczki papierosów, a w razie potrzeby uprawniają do świadczenia w wysokości kilkudziesięciu tysięcy złotych.
W przeciwnym razie, bez dodatkowego ubezpieczenia prawie każde leczenie okupione jest znacznym obniżeniem poziomu życia, a często niemożliwe do przeprowadzenia.
Ubezpieczenie leczenia szpitalnego, to koszt rzędu kilkudziesięciu złotych miesięcznie uprawniający – w zależności od wybranego poziomu ochrony - do świadczenia pozwalającego na pokrycie określonej procedury medycznej obojętnie gdzie będzie ona przeprowadzona.
Z kolei miesięczny koszt wykupienia Pakietu Medycznego w jego najdroższym wariancie indywidualnym dającym m.in. dostęp do lekarzy ponad 25 specjalności jest niższy od kosztu jednej wizyty w gabinecie lekarza rzadkiej specjalności lub z tytułem profesora.
W życiu zawsze obowiązuje zasada coś – za coś.
Niestety, często jest tak, że na jedną awarię idą pieniądze odkładane na tzw. jesień życia.
Tak się dzieje, ponieważ - jeżeli już w ogóle oszczędzamy - robimy to „en bloc”, nie dzieląc oszczędności pomiędzy różne cele.
Zapominamy też, że oszczędzać trzeba od pierwszej zarobionej złotówki. Odkładać należy przez całe życie, a nie dopiero po czterdziestce, kiedy jest już zdecydowanie za mało czasu na zgromadzenie niezbędnych środków.
W razie nagłej potrzeby zwykliśmy sięgać do oszczędności przeznaczonych w zasadzie na „czarną godzinę” czyli na wszystko i nic.
Dlaczego jesteśmy tak niechętnie nastawieni do ubezpieczeń w ogóle, a do ubezpieczeń na wypadek zachorowania, kosztów leczenia i kosztów leczenia w podróży w szczególności ?
Bo jesteśmy przesądni i zabobonni!
Boimy się ubezpieczeń jak zastrzyków i borowania w zębie.
Każdy liczy, że choroby go ominą, bo babcia była zdrowa a dziadek palił przez całe życie i żył 96 lat. Mama też była zdrowa i siostra mamy, to czemu ja miałabym zachorować na raka piersi, tak, jak każdego roku 10 000 kobiet w Polsce?
Białaczka? Ja? Nawet nie wiem na czym polega ta choroba! Czerniak? Propaganda!
Brrrr!
Zmieńmy może temat.
Od takich felietonów chroń nas Panie Boże!
W rozmaitych czasopismach tyle pięknych reklam szamponów, balsamów i kremów do pielęgnacji nieskazitelnie opalonych ciał.
Wszyscy je kupują!
Że nie koniecznie skuteczne? Nie ważne!
Że drogie? Trudno. Coś za coś!
To jest przecież prawdziwy świat ludzi sukcesu!