Dorota i Maciej Lichońscy
Biuro AVIVA: Puławska 233,
02 - 715 Warszawa
Czy masz spisany testament?
Ci z Państwa, którzy pamiętają słynną zimę stulecia 1978/79, kiedy to w Sylwestra spadło tyle śniegu, że w ciągu kliku dni sparaliżowany został cały kraj, wiedzą jak wygląda kataklizm i jak to jest, kiedy nie działa centralne ogrzewanie, woda zamarza w rurach a niskie ciśnienie gazu powoduje, że na zagotowanie czajnika wody potrzeba kilku godzin.
Ja miałem okazję to przeżyć mając wówczas rocznego synka i żonę w ciąży.
Takie doświadczenia pozostają w pamięci na całe życie.
Od tamtej pory ani razu nie zdarzyła się podobna katastrofa i uznałem, że po trzydziestu kilku latach relatywnie łagodnych zim, należy wzmóc czujność, żeby nie dać się zaskoczyć.
Pod koniec ubiegłego roku postanowiłem więc, że solidnie przygotuję się do zimy.
Kupiłem 3 m3 drewna do kominka, zleciłem sprawdzenie pokrycia domu i założenie na dachu kilku zapór przeciwśnieżnych, zrobiłem zapasy nie psującej się żywności, wymieniłem wyjątkowo wcześnie opony na zimowe, a do spryskiwacza samochodowego wlałem płyn wytrzymujący -27oC, jako że zapowiadano siarczyste mrozy. Zrobiłem też gruntowny przegląd odśnieżarki, ponieważ śnieg miał sypać bez umiaru.
Teraz mamy drugą połowę stycznia i co?
W kominku paliłem tylko dwa razy i to wyłącznie dla osuszenia domu, ponieważ solidnie padało, a wysoka temperatura zewnętrzna uniemożliwiała zadziałanie automatyki i włączanie się domowego CO. Płyn w spryskiwaczu wymieniałem już kilkakrotnie (zawsze na ten wytrzymujący -27° C), bo a nuż przyjdą mrozy, a odśnieżarkę ustawiłem tuż przy wyjściu z garażu, aby stale była pod ręką.
Czy w takim razie żałuję podjętych kroków związanych z bezpieczeństwem moim i mojej rodziny?
Czy powinienem psioczyć, że wydałem pieniądze .... na drewno, na dekarza....na inne rzeczy, które miały mi zapewnić komfortową egzystencję w razie ciężkiej zimy?
Oczywiście, że nie.
Pisząc te słowa po prostu czuję się bezpiecznie, bo wiem, że w razie czego zawsze wyjadę swoim samochodem do lekarza czy po zakupy, w domu będzie ciepło, nawet jeżeli odetną dostawy gazu a na soi, ryżu, makaronach, puszkach i domowych przetworach przeżyjemy najgorsze.
Rzecz jasna nie można się zabezpieczyć od wszystkiego, ale od części nieszczęść można.
Po co o tym piszę?
Wielokrotnie odwiedzam Klientów, którzy mają założone polisy życiowe kilkanaście lat temu i podczas spotkania ze mną pada ze strony Klienta pytanie: i po co nam to było przecież nic się nie stało. Żyjemy, pracujemy, zdrowie dopisuje, straciliśmy tylko kilka tysięcy złotych.
Jednym słowem u tych klientów zimy stulecia nie było.
A może zapytać tych, u których jednak była?
Czy poradzili by sobie bez pieniędzy z polis życiowych?
Na kongresie AVIVA rozdano agentom płytę DVD z nagraniami oryginalnych wypowiedzi osób, które po tragediach, które je dotknęły otrzymały z naszej firmy świadczenia ubezpieczeniowe (uważam, że obowiązkiem każdej firmy ubezpieczeniowej powinno być nagranie takiej płyty wyłącznie z powodów edukacyjnych).
Często, dosyć przypadkowo kupione polisy na życie, opłacane przez lata bez pełnego przekonania o słuszności wydawania pieniędzy na składki, stały się nagle jedynym źródłem dochodu i ratunkiem dla zrujnowanej psychicznie i finansowo rodziny.
Patrząc dziś przez okno na wciąż zielony trawnik i żółte krzewy trudno jest mi sobie wyobrazić, że jutro śnieg może zasypać mi drogę tak, że opony zimowe ledwo się przebiją, że w cieplutkim teraz domu będzie zaledwie + 7° C (taka temperatura była w moim mieszkaniu w Sylwestra 1978 roku), zamarznięte okna, woda w rurach będzie na granicy zamarznięcia i nic nie będę mógł na to wszystko zaradzić.
Bardzo trudno uruchamia się ludzka wyobraźnie.
Nawet oglądanie przesłanych przez znajomych ze Szkocji zdjęć ilustrujących skutki niedawnego orkanu nie robi na mnie wrażenia.
Gdzieś tam daleko w Edynburgu wiatr zburzył cudowną szklarnię, w której rosły rośliny tropikalne i latały tysiące motyli, gdzieś tam na południu Polski ludzie nie mogą wyjść z domu, bo śnieżyce zasypały drogi i pola, gdzieś tam była powódź i ludzie do dzisiaj nie mają gdzie mieszkać, bo nie stać ich na odbudowanie zrujnowanych domów, gdzie indziej – w rodzinie naszych znajomych - zmarł ojciec rodziny (42 lata) nagle, bez powodu. Wrócił z pracy i położył się mówiąc, że źle się czuje. Już nigdy nie wstał.
Przechodząc ulicą widzimy, jak pijany mężczyzna wsiada do samochodu i odjeżdża. Mnie nic nie grozi, a to że może zabić dziecko bawiące się na chodniku... Gdzieś tam, ... czyjeś dziecko...
Niestety myślimy takimi właśnie kategoriami.
Nas to nie dotyczy.
A jeżeli to będzie Twoja szklarnia, Twoja zima stulecie, Twoja powódź, Twoje dziecko pod kołami, ...i jeżeli to Ty miałbyś być tym, który osieroci rodzinę?
W razie nieszczęścia zawsze pojawia się pytanie: Panie Boże! Dlaczego ja ? Dlaczego mnie???? Przecież miałeś tyle milionów ludzi do wyboru a pokarałeś właśnie mnie!
Cały świat opiera się na statystyce matematycznej. Począwszy od momentu zapłodnienia, aż po moment śmierci.
Nikt nie jest w stanie przewidzieć, czy pisane jest mu 100 lat w zdrowiu i szczęściu czy 42 lata.
Czy to my staniemy się celem pijanego kierowcy albo czy to my wsiądziemy do niewłaściwego samolotu.
Zróbmy jednak to, co zawsze możemy: ubezpieczmy nasze życie, nasz dom, nasze zdrowie; zróbmy to, co jest możliwe, aby później nie mówić: gdybym to ja wiedział, że...
Wówczas już nic nie będzie można zrobić.