Dorota i Maciej Lichońscy
Biuro AVIVA: Puławska 233,
02 - 715 Warszawa
Czy masz spisany testament?
Od dłuższego już czasu o II filarze pisze się na ogół źle, zupełnie jakby nie było trendy pisanie inaczej, że nie powiem dobrze. Trzeciego lipca br. w Internecie znowu opublikowany został kolejny artykuł poświecony OFE.
Prawdopodobnie naiwnie, ale tym razem mieliśmy jednak nadzieję, że może będzie przynajmniej mądrze i prawdziwie, i że wreszcie pojawią się argumenty poparte faktami.
Niestety artykuł znowu nie odbiega ani konstrukcją, ani treścią od tego, co już znamy.
Współczuć można tylko pani redaktor, że jedno, co mogła zrobić, to tylko przedstawić obok siebie dwa światy: ten widziany przez KNF , czyli władzę i ten wynikający z badania Pentora dla Polskiej Izby Pośredników Ubezpieczeniowych i Finansowych, czyli środowiska praktyków.
Niestety zgodnie z odwieczną prawidłowością w Polsce reformowaniem zajmują się specjaliści od reformowania. Nie ważne co reformują, dla kogo i po co. Ma być zreformowane i już. A że może reforma być chybiona, nie przystawać do potrzeb materii i życia, to nie jest ważne. W razie czego, za jakiś czas znowu się coś zreformuje.
Dalecy jesteśmy też od uważania, że wszystko jest idealne, że nic nie trzeba zmieniać, i że pośrednicy, agenci, akwizytorzy czy doradcy – jakkolwiek ich nazwiemy – są wszyscy bez zarzutu. To czego wszystkim nam potrzeba, to mądrej, życzliwej i twórczej dyskusji obu stron, także z udziałem resortu pracy i ZUSu, który bądź, co bądź przekazuje pieniądze na rachunki klientów w OFE i miewa z tym nierzadko problemy.
Wychodząc z założenia a priori, że przedstawiciele OFE są zbędni przy ewentualnej zmianie funduszu, przedstawiciel KNF przedstawia nierealistyczną wizję najlepszego ze światów, w którym wszyscy obywatele są doskonale zorientowani, co to jest II filar, jaki jest termin przystąpienia do OFE po podjęciu pierwszej pracy, że trzeba od pierwszego dnia pracy gromadzić dokumenty ubezpieczeniowe, ponieważ będą potrzebne w chwili przechodzenia na emeryturę, że należy pilnować, czy składki wpływają z ZUS do OFE, jakimi kryteriami należy się kierować wybierając II Filar, itp., itd.
Jednym słowem, wbrew wynikom badań specjalistów, urząd jest przekonany, że wszyscy umieją czytać ze zrozumieniem.
Otóż prawda jest taka, że przeciętny Polak często na ten temat nie wie nic, albo prawie nic. No, bo kto miał go tego nauczyć? Kto miał o tym poinformować?
Przecież, nikogo to nie obchodzi, że nie wie, bo KNF założył, że wszyscy wszystko wiedzą.
Kiedy umowę przystąpienia do OFE podpisywał pewien (młody wówczas) profesor UW, nie wiedział, że wysokość wynagrodzenia obciążonego składką do ZUS jest ograniczona. Dowiedział się o tym od przedstawiciela OFE (!), ponieważ podobnie jak wiele innych osób, z dumą oświadczył, że RMUA wyrzuca zawsze do kosza.
Od słowa , do słowa okazało się, że przez kilka lat pracował na dwóch różnych wydziałach UW i na każdym naliczane miał pełne składki od wynagrodzenia, ponieważ nikt nie zapytał, czy to jest jego jedyna praca. Nikt nie miał więc pojęcia, że przekracza limit wynagrodzenia. W konsekwencji musiał zatrudnić doradcę podatkowego i z zakresu ZUS i złożyć korektę deklaracji podatkowych i do ZUS za kilka lat.
Gdyby natomiast resort pracy wpadł na prosty pomysł, żeby nałożyć na pracowników działów kadr obowiązek (którego niewykonanie zagrożone byłoby np. sankcją pieniężną) wręczania nowozatrudnionym pracownikom informacji na piśmie (inna dla zmieniającego pracę, inna dla podejmującego ją po raz pierwszy) o formalnościach do wypełnienia z chwilą podjęcia pracy, nie byłoby wezwań do wybrania OFE, ani losowań funduszy, czego namacalnym skutkiem byłyby wymierne oszczędności.
Niestety nie raz życie pokazało, że słusznie czy nie, władza lubi szukać oszczędności w prywatnych kieszeniach obywateli. Niestety pochopnie.
Jeżeli dobrze pamiętam, w 1999 r. za podpisanie umowy przystąpienia do OFE prowizja agenta wynosiła ok 80 zł.
Kwota ta pozostanie bez wpływu na wysokość przyszłej emerytury pana profesora, ale z pewnością oszczędziła mu wiele kłopotu i pieniędzy. Sytuacji, w których spotkanie z przedstawicielem OFE stało się źródłem ważnej dla klienta wiedzy było, jest i będzie wiele.
Wypowiedź przedstawiciela KNF pokazuje, że urząd nie ma prawidłowej diagnozy rynku OFE, a w szczególności zastanawia skąd czerpie on przekonanie, że klienci mogą, umieją i są w stanie samodzielnie dokonać wyboru OFE.
O ile w dużym mieście jest to łatwiejsze – dostęp do oddziałów, Internetu – o tyle na głębszej prowincji nie jest to już takie proste.
W niektórych rejonach jest obecne tylko jedno OFE i jeżeli nie dotrą tam przedstawiciele innych, potencjalny klient nie ma w czym wybierać, a więc mówienie o samodzielnym wyborze dokonywanym przez klienta jest nieuczciwe, bo tam wyboru klienci nie mają.
Tak samo wydumane i zgoła teoretyczne jest założenie, że członek funduszu będzie sam inicjował zmianę funduszu na inny. Klientów, którzy sami podjęli taką decyzję samodzielnie wybierając nowy fundusz i w tym celu wykonali do nas telefon, spotkaliśmy bardzo niewielu.
Na ogół chęć zmiany wynikała ze złego osobistego doświadczenia z danym funduszem: nie przekazywanie składek, przymuszenie pracownika do przystąpienia do danego funduszu pod groźbą utraty pracy, brak informacji z OFE.
Przy ewentualnej zmianie OFE, większość członków funduszy tzw. zorientowanych w temacie, kieruje się niestety przede wszystkim wartością jednostki uczestnictwa oraz napotkanymi tu i ówdzie rankingami, nie zdając sobie sprawy, z tego, że wysoka cena jednostki w chwili jej nabycia skutkuje mniejszą liczbą jednostek na koncie na koniec okresu oszczędzania.
Np. członkami funduszu, który w okresie prosperity miał najwyższą wartość jednostki uczestnictwa, są osoby o najniższej średniej składce. Wolimy nie myśleć, co będzie jeżeli przechodzić będą na emeryturę w okresie gorszej koniunktury.
Pozostawiając klienta samemu sobie, w sumie robi mu się krzywdę: zmusza się go do podjęcia decyzji w sprawie czegoś, na czym się nie zna.
Każe mu się decydować o czymś, o czym nie ma pojęcia.
Jeżeli natomiast z braku możliwości zasięgnięcia rady fachowca i w obawie przed ryzykiem zmiany zaniecha i pozostanie w niekorzystnym dla siebie OFE, wtedy de facto zostanie skrzywdzony przez ustawodawcę, który wcześniej odebrał mu prawo do zasięgnięcia informacji u fachowca w sprawie dla niego trudnej.
Naprawdę tylko nieliczni kierują się ogólnodostępnymi, w miarę wartościowymi rankingami i opracowaniami np. „Rzeczpospolitej”.
Naszym zdaniem fatalny jest także pomysł, aby to ZUS informował stary fundusz, o jego zmianie przez ubezpieczonego.
Byłaby to dla ZUS, dodatkowa praca i koszty.
Poza tym, nieświadomi konsekwencji na przyszłość, członkowie funduszy z reguły nie dbają o aktualność swoich danych w funduszu. Często odkrywają to dopiero w chwili zmiany funduszu, albo podczas akcji aktualizacji danych organizowanych przez naszą firmę, zresztą na koszt doradców!
Wtedy z reguły bierzemy na siebie dopilnowanie tych zmian. Nie rozumiejąc konsekwencji prawnych, jakie rodzi takie zaniechanie, klienci rzadko dbają o dokonywanie zmian w umowach w przypadku zawarcia małżeństwa, rozwodu lub śmierci współmałżonka. Kontakt z agentem, np. w ramach aktualizacji danych, jest wtedy dla nich szansą na uporządkowanie dokumentów. Czasem niestety nawet i z tej szansy nie wszyscy chcą skorzystać odmawiając nam spotkania, tyle się nasłuchali, że doradcy lepiej się wystrzegać. Paranoja do kwadratu!
Wydaje się, że zamiast wykorzystać ostatni rok gorszej koniunktury na edukację ekonomiczną i finansową obywateli, decydenci postanowili udowodnić, że gorsze ostatnio wyniki finansowe funduszy zawinione są przez same OFE, a w szczególności przez system akwizycji i obecność na rynku doradców.
Zamiast pokazać, jak działa rynek, na czym polega bezpieczeństwo finansowe, jak zarządzać domowymi finansami, że budżet domowy różni się od budżetu Państwa tylko skalą, obiecują, że jeżeli pośrednicy OFE przestaną wykonywać swoją pracę, obywatele będą mieli wyższe emerytury.
Natomiast bogatsze o doświadczenie zgromadzone podczas kryzysu, OFE proponują utworzenie funduszy bezpiecznych, żeby - w okresie bezpośrednio przed emeryturą - chronić przed dekoniunkturą pieniądze zgromadzone przez członków funduszy.
I co? I nic.
Urząd śpi, rząd czeka (na co?!), parlament zajmuje się Świętem Trzech Króli.
Pragnąc osiągnąć jakiś kompromis społeczny Izba Gospodarcza Towarzystw Emerytalnych, której AVIVA jest członkiem, przedstawiła szeroką propozycję zmian w prawie dotyczącym funduszy emerytalnych. Propozycja ta obejmuje także racjonalną obniżkę opłat, ale również np. wprowadzenie wielofunduszowości.
Swoją propozycję zmian, w tym obniżenia opłat, przedstawiła także Konfederacja Pracodawców Prywatnych Lewiatan, której AVIVA jest także członkiem
Wciąż jednak tylko czekamy na ustawę w tej sprawie.
I z pewnością jeszcze sobie poczekamy, póki KNF nie znajdzie sposobu na pozbycie się pośredników, bo zdaniem tej instytucji jest to główne źródło znacznego zwiększenia przyszłych emerytur.
Swoją drogą, dlaczego resort zdrowia nie bierze przykładu z nadzoru finansowego?
Mógłby przecież w ramach oszczędności wyeliminować z systemu dużą część lekarzy.
Trzeba by tylko wyselekcjonować jakoś tych dobrych od złych.
Pacjent konsultował by wtedy lekarza korespondencyjnie (mailem, listem, telefonicznie lub faxem), lekarz dyżurny przesyłałby odwrotną pocztą receptę, którą pacjent realizowałby w aptece internetowej.
Tym sposobem pieniądze zaoszczędzone na płacach zbędnych lekarzy zasiliłyby system bez podnoszenia składki zdrowotnej. Leki też byłyby tańsze, bo byłoby potrzeba mniej aptekarzy.
No, może tylko konieczna byłaby szybsza rozbudowa krematoriów i odrolnienie gruntów pod cmentarze.
Sądzimy, że ten pomysł KNF na reformę jest jednak inspirujący i może znaleźć szerokie zastosowanie również w innych dziedzinach życia.
Bardzo chcielibyśmy, aby odezwali się Ci nasi klienci, którzy dzięki naszej wiedzy stworzyli sobie warunki do podwyższenia przyszłych emerytur.
Generalnie nie dbamy o przyszłe emerytury.
Ale kto i kiedy miał nauczyć Polaków planowania finansów osobistych?